Jak Święty Jan do Wnętrznego przywędrował

Był rok 1887, a może 1888. Dokładne daty gubią się w mrokach dziejów. W każdym razie kończył się wiek XIX. Wiek, który rozpoczął się gwałtownie od Napoleona a skończył właściwie na niczym. Do tego stopnia koniec wieku był niezauważalny, że zdaniem niektórych wiek XIX skończył się dopiero w 1914 roku. My jednak jesteśmy w roku 18…. w okolicach Stoczka Łukowskiego. To tu miały miejsce wydarzenia, które przeszły do legendy.

Kończyło się lato. Było ciepło, ale nie upalnie. Kurz na horyzoncie zwiastował, że zbliża się jakiś pojazd. Drogą jechała furmanka. Ciągnęły ją dwa woły. Na wozie siedział chłop i kobieta – pani dziedziczka. Jechali z Dęblina do Jagodnego. Byli w drodze już drugi dzień. Wszak woły to nie rącze rumaki a drewniany wóz nie mógł rozpędzić się na polnej drodze. Na wozie oprócz ludzi było kilka tobołków i najważniejsza przesyłka – drewniana figura Św. Jana. Rzeźba miała stanąć we wsi Jagodne. Mieszkańcy przygotowywali małą kaplicę do której figurę ufundowała miejscowa dziedziczka.

Wóz powoli jechał naprzód. Zmęczenie było widać po ludziach i zwierzętach. Jednak większość drogi mięli już za sobą. Zbliżali się do wsi Wnętrzne. Stamtąd do Jagodnego już niedaleko. Wóz przejeżdżał przez wioskę, gdy nagle stała się rzecz niesłychana. Woły stanęły i nie chciały iść dalej. Czy to coś niesłychanego? Zwyczajna sprawa. Ciągnęły wóz już pół dnia. To jednak było niesłychane. Woły nie stały lecz klęczały. Zgięły przednie nogi i uklękły. Nie reagowały na początkowo spokojne, a potem głośne ponaglanie woźnicy. Klęczały i wyglądało na to, że nie zamierzają wstać. Woźnica i kobieta zeszli z wozu, przyszło też kilku mieszkańców z pobliskich chałup. Wszyscy patrzyli ze zdziwieniem. Nie widzieli czegoś takiego wcześniej. Klęczące woły!!! Z wozu zdjęto tobołki. Została tylko rzeźba. Może teraz woły ruszą? Nic z tego. Kilku mężczyzn zdjęło więc figurę świętego. Woły wstały i wszystko wróciło do normy. Postanowiono załadować tobołki i jechać dalej. Zwierzęta przeszły kilka kroków, jakby chciały pokazać ludziom, że są gotowe do dalszej drogi. Jako ostatni bagaż na wóz załadowano rzeźbę. Dziedziczka i chłop wsiedli zdziwieni incydentem ale też zadowoleni, że mogą kontynuować podróż. Ale wtedy woły znów stanęły a chwilę później przyklękły.

Cóż to znaczy, co się dzieje? Postanowiono znów rozpakować wóz. Zaczęto od figury. Gdy tylko ją zdjęto, woły wstały i przeszły kilka metrów. Czyżby miało to oznaczać, że Św. Jan ma pozostać we Wnętrznem? Figurę postawiono przy drodze, Pani z woźnicą wsiedli a wówczas woły pociągnęły wóz, jakby chciały pokazać, że od tego właśnie są. Dziedziczka poleciła zatrzymać pojazd. Zeszła porozmawiać z miejscowymi. Postanowiła zostawić figurę po otrzymaniu zapewnienia od mieszkańców, że Św. Jan będzie tu traktowany z całym szacunkiem.

Figura została ustawiona obok miejsca, gdzie zatrzymały się woły. Wkrótce mieszkańcy wybudowali drewnianą kaplicę, w której na czołowym miejsce stał Święty. Teren był piękny. Wszak Święty sam wybrał sobie tu siedzibę. W spokojnej, sielskiej okolicy mógł pozdrawiać mieszkańców zdejmujących przed nim czapki i przyglądać się kaczkom idącym nad staw. Mógł słuchać szumu trzcin rosnących zaledwie kilka metrów od kapliczki. Mieszkańcy byli zadowoleni z obecności świętej rzeźby. Jednak przez lata zadawali sobie pytanie. Dlaczego Święty Jan chciał pozostać we Wnętrznym?

To miejsce widocznie uznał za wyjątkowe. Może sądził, że mieszkańcy tej wioski potrzebują jego opieki, a może wiedział, że tu spotka ludzi, którzy przez lata będę czcili jego pamięć i modlili się przy kapliczce. Domysłów może być wiele. A może chodziło o coś zupełnie innego. Może Św. Jan nie chciał jechać do Jagodnego? Jako święty, który jest już w niebie, mógł znać przyszłość. Chciał uniknąć złego losu, który niechybnie spotkałby go w Jagodnem. Św. Jan był męczennikiem. Na ziemi zaznał wiele złego. Swoje oddanie zasadom wiary przypłacił życiem. Nie chciał ponownego prześladowania. Nie chciał oglądać zagłady wsi, która spadła na Jagodne w latach 50-tych XX wieku. Wówczas władze komunistyczne wysiedliły mieszkańców, wieś zrównały z ziemią zamieniając teren w wojskowy poligon. Jaki los spotkałby wówczas Jana? Możemy przypuszczać, że komuniści nie uszanowaliby świętej figury. Być może kapliczka poszłaby z dymem. A Św. Jan tym razem chciał żyć, choćby w formie drewnianej rzeźby. Pozostał we Wnętrznem i stoi tam do dni dzisiejszych. I oby stał w kaplicy nad stawem jeszcze przez wiele, wiele lat.

Prawda w legendzie

Wnętrzne to miejscowość w gminie Stanin leżąca przy drodze z Osin do Stoczka Łukowskiego. Przy skrzyżowaniu głównej szosy z drogą na Aleksandrów stoi kapliczka. W środku znajduje się figura Św. Jana i obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Wygląd figury , strój mężczyzny wskazują, że chodzi o Św. Jana Nepomucena – żyjącego w XIV w. kanonika czeskiego, zamordowanego z polecenia króla Wacława IV.

Zewnątrz na ścianie kaplicy znajduje się tabliczka w kształcie Polski z wypisanymi datami:

1891, 1945, 2008. Pierwsza data mogłaby oznaczać przybycie figury do Wnętrznego, jednak starsi mieszkańcy twierdzą, że opisane w legendzie zdarzenie miało miejsce kilka lat wcześniej. Rok 1891 to przypuszczalnie data powstania kaplicy. Następne daty dotyczą przeprowadzanych remontów.

Jagodne to nieistniejąca wieś w lasach łukowskich. Obecnie teren poligonu wojskowego. Likwidacja wsi w czasach stalinowskich miała być karą za to, że mieszkańcy w czasie II wojny aktywnie wspierali partyzantów AK stacjonujących w Jacie.

Informacje zawarte w opisie pochodzą od Zofii Dźwigała – 81 letniej mieszkanki Wnętrznego. Część szczegółów i interpretacja to wyobraźnia autorki.

Hanna Dźwigała