Jak się pobili szlachcic łukowski z urzędowskim (gawęda z czasów konfederacji barskiej)

W sam dzień zaduszny zaprosił [pan marszałek konfederacji lubelskiej Granowski] na obiad obozowy panów i urzędników, i tych, którzy się poprzedniego dnia popisali pod Lanckoroną, co i mnie dało wstęp do jego stołu; a swoich Lubelczyków prawie wszystkich.

Otóż między nimi był pan Snarski, tęgi jeździec, nie ma co mówić, i łebski w potyczce, ale – zwłaszcza przy kielichu – wielki kłótnik. Już to on i do mnie u stołu strzelał przymówkami, ale ja, szanując i gospodarza, i dostojnych gości, wszystko mimo się puszczałem, raczej przysłuchiwałem się dyskursom zacnych, niżbym się miał oglądać na jakieś przymówki. Tak tedy nie doczekawszy się ze mną zwady, i innych na próżno o to tentując, aż na koniec otrzymał, czego żądał, z jednym ze swoich.

Pan Bolesta, którego Mańkutem nazywali, lubo opodal od Snarskiego siedział, usłyszał, iż ten się odezwał:

-Vivat powiat urzędowski, czoło województwa lubelskiego! – a że był ziemianin łukowski, przykro mu się zrobiło, i to mu wymówił.

Od przymówek do wymówek. Jak zaczął ich podjudzać JW marszałek i JO książę wojewoda wileński [książę Karol Radziwiłł], przyszło do tak grubych między nimi wyrazów, że aż zgroza było słuchać; a z tego gospodarzowi jeszcze większy śmiech. Wyszli z izby, a porwawszy się do szabel, przy nas bić się zaczęli.

Urzędowczycy swego, Łukowczanie swego, a JW marszałek obydwóch zagrzewał. Ślicznie się obydwa składali – Panie Boże, przyjm to za żart, ale aż miło było patrzać. Ale na koniec silnie po łbie dostał Snarski.

Jak długi padł krwią oblany.

Myśleliśmy, że już po nim, ale jakoś przyszedł do siebie; a potem cyrulik tameczny jak zaczął mu chleb z solą do rany przykładać, a krew puszczać z ręki, cierpiał, prawda, jak w czyśćcu – alem go jeszcze kilkanaście lat potem widział wojskim urzędowskim na kontraktach dubieńskich, z głęboką wprawdzie krysą, ale zdrowego i opamiętałego. I, jak ludzie mówili, bardzo był szacowanym w swoim powiecie.

A co się zrobiło z Bolestą, prawdziwie do dziś dnia nie wiem; ale dawno musiał umrzeć.

Henryk Rzewuski, „Pamiątki Soplicy”

The Duel Between Łuków and Urzędów

During the turbulent years of the Bar Confederation, a grand military banquet was held by Marshal Granowski following a successful engagement near Lanckorona. Officers, noblemen, and local leaders gathered to celebrate, drink, and exchange stories of battle.

Among the guests was a nobleman named Snarski.

No one questioned his courage. He was an excellent horseman and a capable fighter. Unfortunately, he also possessed a sharp tongue and a talent for starting arguments, especially after a few drinks.

As the evening progressed, Snarski began provoking the men seated around him. Most ignored his comments.

Then he raised a toast.

„Long live Urzędów County, the finest land in the Lublin Voivodeship!”

Across the table sat Bolesta, known to many by the nickname Mańkut. Proud of his roots in the Łuków region, he took immediate offense.

What began as a disagreement soon turned into an exchange of insults.

The assembled noblemen watched with growing amusement. Rather than calming the situation, some of the most powerful men present—including Marshal Granowski and Prince Karol Radziwiłł—encouraged the rivalry.

Before long, the two men rose from the table and stepped outside.

Sabers were drawn.

The crowd followed.

Supporters from Urzędów cheered for Snarski, while the men from Łuków rallied behind Bolesta. What had started as a drunken argument had become a matter of local pride.

The duel was fierce.

Both men fought with remarkable skill, exchanging strikes before a captivated audience.

Then came the decisive blow.

Bolesta’s saber struck Snarski in the head.

The nobleman collapsed instantly, blood pouring from the wound.

For a moment, everyone believed the fight had ended in death.

Yet Snarski survived.

A local barber-surgeon treated his injuries using the medical practices of the time. Recovery was painful and slow, but eventually he regained his health.

Years later, people would still see him serving as an official in Urzędów. A large scar remained as a reminder of the duel, but those who knew him claimed that the experience had changed him. He became calmer, wiser, and highly respected in the community.

The fate of Bolesta remains uncertain.

History remembers little about what happened to him after that day.

But the story of the duel between Łuków and Urzędów lived on, becoming one of the many colorful tales told about the noblemen of the Bar Confederation.

Original source: Henryk Rzewuski “Pamiątki Soplicy”
Translated into English by Karolina Zabielska